wtorek, 1 sierpnia 2017

Odczucia powakacyjne






Nie obejrzałam się,a już rozpoczął się sieprień.
Wow, gdzie podział się lipiec?

Na blogowym liczniku dodany tylko jeden post.

Wakacje się skończyły.

źródło : internet

Może od razu oficjalnie napiszę,że już NIGDY nie wybierzemy się w lipcu czy sierpniu do Polski.

Niestety,ale kiedy mieszka się w kraju gdzie wiecznie pada to jedyne o czym marzy każdy człowiek to wygrzać się na słoneczku.

Pogoda niestety,ale zawiodła i to bardzo.

Kiedy wylądowaliśmy wieczorem w Gdańsku w połowie lipca padał deszcz.

Później w Bydgoszczy mieliśmy więcej szczęścia ( może dlatego,że miasto nie jest tak bardzo wysunięte na północ) i nie padało ani razu, jedynie czasami niebo było zachmurzone.

Ostatni tydzień naszego urlopu obfitował w deszcze i urwania chmur ( szczególnie w okolicach Gdańska).

My się jednak nie nudziliśmy i staraliśmy się żeby każdy dzień był pełen wrażeń i interesujących rzeczy do robienia.

Szczerze nawet nie umiem zebrać myśli od czego zacząć.

Zawiodłam się bardzo na bliskich mi osobach. Na wielu. Nawet nie wiedziałam,że można być tak gruboskórnym bądź tak lekceważącym.

Myślałam,że pojawiając się raz na rok osoby z którymi planowałam się spotkać będą chciały spędzić więcej czasu razem,ale nic mylnego.

Wydawało mi się wręcz,że jedynym powodem spotkania było odebranie prezentów od Ciotki z Irlandii.

To tak jakbym dostała w policzek.

Żyła w jakimś surrealistycznym śnie, gdzie ludzie są mili,a życie piękne.

Jednak Polska uświadomiła mi jedno. Nikt nikogo nie interesuje. Każdy żyje swoim życiem.

Większość ma w d..pie utrzymywanie kontaktów. Myślą i mówią tylko o sobie. Nie potrafią rozmawiać wiecznie patrząc w telefon. A jeśli rozmawiają to nie potrafią co chwilę przerywając. Czasami nawet rozmowy się nie kleją.

Jest źle.

Nie podobało mi się.

Jedyną osobą ,która mnie nie zawiodła to była moja Mama.

U niej też spędziliśmy ponad tydzień czasu i czuliśmy się prawie jak w domu.

I pomimo tego,że Moja Mama nie mieszka z moim Tatą i ma nowego Męża to traktował chłopaków jak własne wnuki dzięki czemu czuliśmy się w ich domu bardzo dobrze.

Mój Ojciec nie spotkał się ze mną. Nie widzieliśmy go dwa lata. Chłopcy tak naprawdę nie wiedzą kim On jest. Myślą,że mają dwóch dziadków Januszów.
Nie utrzymuje z Nami kontaktu,ale wymaga tego ode mnie,bo jestem jego córką.

Podobnie jak Ojciec Chrzestny Młodego, który miał pojawić się na mojej imprezie urodzinowej i w ostatniej chwili zrezygnował i nie odwiedził nas przez cały pobyt, podobnie jak kuzynka,która nigdy nie powiedziała mi,że jednak się nie pojawi  i sąsiad z dzieciństwa , który miał być ,a nagle musiał zostać dłużej w pracy.

Nie jestem dzieckiem, nie trzeba mnie okłamywać.

Teraz już wiem,że nie warto przejmować się kimś innym,a zająć własnym życiem.

Trochę zgorzchniały ten post,ale taka prawda.

Trzeba być w życiu egoistą i myśleć tylko o sobie i własnej rodzinie.

Ja zawsze wyciągam rękę, pisze smsy, utrzymuje kontakt,ale postanawiam się zmienić.

Przypominam Mężowi żeby odezwał się do swojej Mamy, żeby utrzymywał kontakt z rodziną, bo nikt inny tego nie robi.

Do Polski polecimy za dwa lata najszybciej,no chyba,że będzie jakiś nagły wypadek.

Najważniejsze w tym wszystkim jednak było to,że chłopcom pobyt się bardzo podobał.

W końcu to dla nich polecieliśmy do Polski.

Ciąg dalszy nastąpi - pełen zdjęć i pozytywnych wibracji,bo nawet te bolesne doświadczenia nie popsuły Nam naszych wakacji ....




Pozdrawiam,

Minia






7 komentarzy:

  1. Jak ja Cię rozumiem!!! Po pół roku pojechaliśmy do domu. Myślałam ze oprócz rodziców będą się chcieli spotkać (reszta rodziny) a oni nic. Dopóki ja nie powiedziałam że wieczorem zapraszamy na wspólnego grilla. Ale i ten grill skończył się tak, że w sumie nikt nas o nic nie pytał. Typu co słychać, jak nam się żyje w dużym mieście itp. Ja też zawsze pamiętam o wszystkich, wysyłam życzenia, dzwonię itp a mnie mają w nosie. Z tego powodu też nie odwoływaliśmy 3 dniowego wyjazdu do Szczecina, choć moja ciocia ma 50ur i jest uroczystość. Musimy jechać za 3tyg bo mamy chrzciny, ale w sumie to później chyba dopiero wiosną pojedziemy. Nas nie odwiedza nikt. Moi rodzice 2x w roku, teściowie 1x w roku, Szwagier też - ale oni przyjeżdżają po to, żeby młoda mogła się wybiegać w zoo. Po 10 latach odkąd się wyprowadziłam, przyjechał mój brat z żoną ale na 2 dni i to dlatego, że ich niejako zmusiliśmy, bo w zeszłym roku wzięliśmy Bratanicę na tydzień do nas... Ehh. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety polska pogoda potrafi płatać niezłe figle, a w tym roku jest wyjątkowo brzydka. Najważniejsze jednak, że chlopcy są z wakacji zadowoleni.
    Wiesz, ja kiedyś też byłam tą zabiegającą, odpisywałam natychmiast na maile, z czasem zrozumiałam, że nic na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeciez ja mam takie same odczucia po powrocie z Polski, tak jakbym czytala posta o sobie.. rok temu wszyscy chcieli spotkac sie z nami w sobote a w tym Roku nawet w sobote nikt nie mial dla nas czasu I wybralismy sie z mezem do kina :)Podpisuje sie pod tym co napisalas.
    pozdrawiam
    A

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgorzkniały? Może niekoniecznie. Po prostu prawdziwy. Domyślam się jak smutne to musiały być dla Ciebie odkrycia, szczególnie, że dotyczyły bliskich osób. Przykro mi :( Ludzie niestety rozczarowują. A pogoda? W okolicach Gdańska faktycznie co rusz deszcz. Nam się udało, choć było chłodno jak na lipiec. No ale jednak bez deszczu, a to już dużo.
    Cieszę się, że chłopcom się podobało i że spędziłaś miły czas z Mamą. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Z pogodą tak już bywa, niestety. Jest mało przewidywalna a co gorsze zmienna. Wychodzi na to, że tak jak ludzie. Najbardziej boli jak sami pamiętamy, staramy się by był kontakt, myślimy o innych a wszystko to bez wzajemności. Dobrze, że chłopcy będą mieli tylko dobre wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj smutno...ale powiem Ci że doszłam do podobnych wniosków jak Ty. Notes z kontaktami już dawno ostro ścieniłam. A rodzina.. no coż mówią że z nią ładnie wychodzi się tylko na zdjęciu i...prawdę mówią :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz, pogoda nas w tym roku faktycznie nie rozpieszcza. A co do rodziny i znajomych, ehh... czasem tak się układa lub nieukłada w życiu. Sama mam bardzo dobrą kumpelę, która od półtorej roku mieszka w PL. Wróciła z Irlandii z rodziną do Pl. Tutaj chodzą jej dzieci do szkoły, tutaj z mężem pracują. Od jej powrotu próbuję się z nią spotkać. Nie powiem, mi też czasem nie pasuje. Ale na początku ona się tłumaczyła: nie teraz, bo mamy remont domu i w bałagan nie będę Ci prosiła. Ok. Minęło kilka m-cy, ale potem była zima, ona jak an złość ciągle w pracy, albo na wyjeździe gdzieś. Obiecała, że w wakacje się spotkamy, wiesz - kiepsko to widzę. Bo choc adres jej znam, to numeru telefonu do dziś nie mam, bo mi go nie podała ( chodzi o nowy polski numer, bo irlandzki mam, ale już jest nieaktywny). Więc chyba czasem takie znajomości się samoistnie psują lub powoli kończą śmiercią naturalną.

    OdpowiedzUsuń

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Top WordPress Themes